Wykąpałam się i wskoczyłam do łóżka chcąc zrobić powtórkę z pierwszego wieczora. Włączyłam film i położyłam się do łóżka z laptopem.
Obudziłam się. Obok mnie leżały ciepłe naleśniki z nutellą i sok pomarańczowy. Zdezorientowana wstałam i przeszłam po mieszkaniu szukając osoby, która je przygotowała. Zastałam ją w kuchni wyjadającą mi ogórki.
- Witaj śpiąca królewno.
- Co ty tu robisz? I po co ci moje ogórki?
- Przyszedłem do ciebie. Słuchaj. Nie chcę cię zostawić samej. Przynajmniej nie teraz.
- A ja nie chcę cię już znać. - powiedziałam bez emocji, które wypełniały moją głowę. Starałam się je zahamować. Co czułam? Czułam przywiązanie do chłopaka pomimo tego, że znałam go od kilku dni. Jednak to nie była miłość. Nawet nie zauroczenie. Tylko go lubiłam, ale nie chciałam, żeby coś mu się przeze mnie stało. - Jak tutaj wszedłeś?
- Zostawiłaś otwarte drzwi. Ale w takim razie już pójdę. - widać, że zabolały go moje słowa. Nie chciałam tego.
- Zapomnij o mnie. - mruknęłam.
- Ej. Poczekaj. Jeśli nie chcesz mnie znać to po co mnie wtedy całowałaś?
- Kiedy? Nie pamiętam już.
- U mnie w domu.
- Bo chciałeś pozbyć się natrętnej koleżanki.
Przystanął przy drzwiach wyjściowych z mieszkania kiedy ja kierowałam się do pokoju w którym czekało na mnie śniadanie. Złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował. Szybko oderwałam się od niego.
- Idź już.
To było dziwne. Jednak nie chcę o tym więcej myśleć.
Minęło kilka dni od wydarzenia z rozbitym oknem. Stwierdziłam, że trochę umilę sobie czas i wybrałam się na zakupy. Bardzo dawno ich nie robiłam. Dotychczas ciuchy kupowałam w internecie. Nie miałam siły wychodzić, ani cokolwiek innego robić. Obeszłam kilka znanych sieciówek i weszłam jeszcze do 'Claire's', o którym wcześniej w ogóle nie słyszałam. Kupiłam kilka par kolczyków, dwie czapki i wyszłam ze sklepu. Była już godzina 6 PM co mnie bardzo zdziwiło. Uśmiechnęłam się pod nosem z myślą, że tak miło spędziłam czas.
Padał deszcz. Szłam ulicami Londynu nadal wesoła pomimo tego, że nie miałam parasolki. Widać, że mój humor udzielał się nieznajomym mijającym mnie po drodze. Byli zabiegani, a melancholia przepełniała wszystkie zakątki miasta. Ode mnie buchała radość i spełnienie, można by powiedzieć, że tworzyłam tęczę na deszczowym niebie. Ludzie odwzajemniali mój uśmiech, niektórzy mężczyźni pokazywali mi nawet sprośne gesty, których starałam się unikać i nie zauważać.
Po pewnym czasie cała zmoknięta weszłam do windy budynku w którym mieszkałam i pognałam do swoich 'czterech kątów'. Kiedy zobaczyłam drzwi całe szczęście ze mnie uszło, wypełniła mnie złość, a zarazem smutek. Nie wiedziałam czy płakać czy krzyczeć. Stłamsiłam uczucia. Znowu.
Klamka była wyłamana, a drzwi uchylone. Wpadłam do mieszkania. Śmierdziało gazem. Pobiegłam do kuchni i jak najszybciej zakręciłam butlę i wyłączyłam kuchenkę. Wszystkie okna otworzyłam na oścież. Byłam tym tak zajęta, że kiedy zwróciłam uwagę na resztę szczęka mi opadła, a do oczu napłynęły łzy.
'To znowu oni' - pomyślałam. Ale myliłam się. To nie byli oni. To musiało być wcześniej zaplanowane, dokładnie przygotowane. To musiał być Conor. Mściwy facet. Jak mogłam mu zaufać?
Wszystkie moje rzeczy. Wszystko zniknęło. Nie mam nic. Łóżko jest połamane. W środku niego trzymałam pieniądze i najważniejsze rzeczy. One także zniknęły. Laptop roztrzaskany na milion kawałków leżał na podłodze. W łazience roztrzaskana umywalka. Też wszystko znikło. Nawet nic nie zostało w lodówce. Jedynie obok drzwi do mieszkania stała wielka walizka, a w niej tylko kilka par majtek, jeden biustonosz i ładowarka do telefonu. W bocznej kieszeni upchany był pomięty papierek.
'jeśli nie mogę mieć ciebie, ty nie będziesz miała nic.'
Podpis był zbędny. Jednak miałam rację. To był ten pieprzony zdrajca.
Miałam zamiar stamtąd uciec. Jak najszybciej. Jednak nie mogłam.
Zadzwoniłam do właściciela budynku. Wiedziałam, że nie mam innego wyjścia.
- Witam, panno Samantho.
- Witam, panie Clarcks. Napadnięto na mieszkanie.
- Już schodzę. - odpowiedział. W jego głosie słyszałam złość.
Po kilku minutach winda się otworzyła.
- Zapłacę za wszystkie usterki i wymiany...
Przerwał mi słowami:
- To koniec naszej współpracy. Proszę mi pokazać wszystko co zostało zniszczone.
Przeszliśmy po mieszkaniu. Pokazałam drzwi bez klamki, łóżko, umywalkę i jeszcze kilka innych zniszczonych miejsc.
- Zrobię kalkulację i prześlę ją pojutrze. Do jutra do godziny trzeciej masz się wyprowadzić.
- Nawet nie będę musiała się pakować. - powiedziałam z rezygnacją.
Położyłam głowę na walizce i przykryłam się strzępkami kołdry. Byłam wściekła i przemoknięta.
*Jestem z nim, siedzi przy drugim końcu stołu, uśmiecha się, jest szczęśliwy, opowiada mi jak mu tam dobrze. Też się cieszę. Jednak nie trwa to długo.*
Obudziłam się. Chwila nieobecności, ale zaraz przypomniało mi się co mnie dzisiaj czeka. Nie mam pojęcia gdzie będę spać, co będę robić cały dzień. Pieniądze został zniszczone. Mam tylko kartę na której jest ledwo 200 funtów. Nie wystarczy na długo. Moje życie nie ma sensu. Po co tu przyjechałam, skoro nic mi nie wychodzi? Trzeba było zostać w Leeds.
Jest godzina dwunasta. Jednak nie mam ochoty tutaj przebywać. Odłożyłam klucze na stół zabrałam walizkę i wyszłam.
Gdzie się podziać? Gdzie iść?
Najpierw zjem śniadanie. Niedaleko widziałam przytulną kawiarenkę. Zamówiłam sałatkę z tuńczykiem i wyciskany sok z marchewek. Usiadłam w kącie niewielkiej sali. Zaczęłam jeść jednocześnie wyjmując telefon. Weszłam na portal z ogłoszeniami i zaczęłam pisać swoje zgłoszenie. 'Poszukuję pracy'. Nie mam wysokich preferencji. Nie zaczęłam od 'pragnę być fotomodelką'. Teraz jestem bardziej ostrożna. Przemyślałam sprawę mieszkania i zaczęłam wpisywać odpowiedzi w kolejnych rubrykach. Hobby? Wpisałam taniec, fotografię i czytanie. W opisie ogólnym pojawiały się słowa takie jak 'potrafię gotować, sprzątać i mogę opiekować się dziećmi, do których mam dużo cierpliwości i dobre podejście''. W rubryce 'Inne' widoczna była odpowiedź napisana dużymi literami 'MOŻLIWOŚĆ PRACY 24/7'. Zostały mi tylko informacje takie jak wiek, pochodzenie, płeć i numer telefonu. Dodałam zdjęcie i zatwierdziłam ogłoszenie i skończyłam posiłek. Sok wzięłam do ręki i wyszłam. Wstąpiłam jeszcze do księgarni kupując dwie, używane książki po funcie. Udałam się do parku. W moje ukochane miejsce przy fontannie. Pomimo tego, że jest koniec listopada mrozu nie ma. Temperatura 8-12 stopni jest dla mnie wystarczająca. Czas mijał, a ja zaczytałam się w lekturze, zapominając o otaczającym mnie świecie, o problemach i o Conorze.
Ubrana we wczoraj kupione ubrania i stare dżinsy przysnęłam opierając się o ławkę i trzymając nogi na ścianie fontanny.
- Obudź się! Już późno. Wstawaj! - usłyszałam damski, przejęty głos jak przez mgłę. Otworzyłam oczy i zobaczyłam na oko trzydziestoletnią brunetkę. Zatroskana patrzyła na mnie. - Jest już po dwudziestej drugiej. Powinnaś iść do domu.
Ospale wstałam, schowałam książki do starej walizki, podziękowałam kobiecie i szłam przed siebie w celu poszukania schronienia. Wyczytałam gdzieś, że stacja metra jest bezpiecznym miejscem. Udałam się tam. Idąc słyszałam za plecami gwizdanie i okrzyki w stylu 'patrz jaka dupa', 'gorąca jesteś' czy nawet 'przerucham ją'.
Podszedł do mnie facet ze słowami:
- Widziałaś tamto drzewo? Tam spędzimy dzisiejszą noc.
- A nie chciałbyś jej spędzić w ciepłym łóżku?
- Jeśli nie masz nic przeciwko - zajęczał z podniecenia.
- Chodziło mi o szpitalne łóżko, teraz spierdalaj! -krzyknęłam.
Nie dał za wygraną. Strzeliłam mu prosto w twarz wewnętrzną stroną dłoni, aż się zatoczył. Odszedł.
Zobaczyłam logo metra i zeszłam po schodach. Trafiłam w mocno oświetlone, przestrzenne miejsce. Kolejny kurs miał być dopiero o trzeciej nad ranem, dlatego było całkiem pusto, słychać było tylko stłumione pochrapywanie. Położyłam się na ławce i usnęłam.
pod długim czasie jest. c:
mam nadzieję, że wam się spodoba!
jeśli masz pytania, podpowiedzi, lub chcesz, żeby cię informować o nowych notkach pisz na twitterze do @psychical_panda