piątek, 16 listopada 2012

trzeci.


Nadal nie byłam pewna tego co robię. Miałam wątpliwości. Duże wątpliwości. Pomimo tego - nie było wyboru.
Doszliśmy pod główne wejście do klubu. W słuchawce Patrick mnie instruował gdzie mamy iść. Chyba, że chłopak będzie chciał jechać do 'hotelu'.
Boże. Ratuj. Ja się tak boję.
Wyszliśmy na zewnątrz. Wyjęłam aparat z ucha i odłożyłam go w miejsce, w które mi kazano.
- Conor jestem. - wyrwał mężczyzna. Spojrzał do góry. Zaczął sunąć nosem po moim policzku w stronę ucha. Szepnął tylko krótkie "Wiem, że coś jest nie tak" i znowu pociągnął moją dłoń. Po chwili znajdowaliśmy się już w samochodzie. Byłam zdezorientowana. Czułam się... Bezbronna.
- Dlaczego nie jesteś taka jak te inne striptizerki? - zapytał.
- Długa historia. Nie wiem czy chciałbyś słuchać.
- Jesteś nowa? Co się stało? Jesteś smutna..
- Nie mogę ci powiedzieć. Po prostu. Nie mogę.
- Nie bój się mnie. Nie chcę seksu. Uwierz mi. Powiedz, proszę.
- Ale...
- Powiedz! - przerwał mi. Jego głos był stanowczy. Uległam. Tak po prostu uległam.
- To moja pierwsza praca. Miało to być coś innego...
- Rozumiem, ale dlaczego nie zostawisz tej roboty?
- Nie mogę. Nie pozwolą mi na to.
- O Boże. Dlaczego? Dziewczyno! Przecież to zwykła praca. Taka jak inne.
- Koniec tematu. Nie mogę i już. Szczere mówiąc ten taniec to spoko. Nie ma sprawy. Ale to co mam zrobić teraz to... - zatrzymałam się. Coś jakby we mnie stanęło. - W ogóle kim ty jesteś i gdzie mnie wieziesz?! Nie znam cię, kurwa!
- Uwierz mi, nic ci nie zrobię. A co gdybyś nie poszła do pracy na przykład jutro?
- Nie wiem. Chyba nie byłoby zbyt dobrze.
Po pół godziny dojechaliśmy pod nieduży domek. Widać, że chłopak mieszkał sam, ale pomimo to w domu się świeciło.
- Ktoś tam jest?
- Nie, raczej nie. Chyba, że znowu ta laska...
- Kto?
- Raz po imprezie ją zaliczyłem. Teraz mnie prześladuje.
- Mam pomysł.
- Jaki?
- Dowiesz się później. Prowadź do mieszkania.
Drzwi były otwarte. W mojej głowie układałam plan pomocy dla nowo poznanego kolegi. Na tą chwilę całkiem zapomniałam o swoich problemach. W kuchni pałętała się ta kobieta. Szepnęłam do Conor'a tylko, żeby patrzył mi w oczy. Dziewczyna stała przy piekarniku i prawdopodobnie piekła ciastka, ścisnęłam chłopaka z rękę i popchnęłam w stronę lodówki. Nieznajoma stanęła wpatrzona w nas ze łzami w oczach i zaczęła coś krzyczeć. Conor nadal patrzył mi w oczy, chciał się odezwać, ale szybko przeszłam do kolejnej części mojego planu. Nachalnie musnęłam jego usta, zdziwił się, ale odwzajemnił pocałunek. Nieproszony gość jeszcze chwilę krzyczał, ale kiedy skapnął się, że nie zwracamy na niego uwagi - trzasnęła drzwiami i wybiegła z mieszkania. Odsunęłam się od chłopaka.
- To ja już pójdę. - szybko powiedziałam.
-Poczekaj! - pociągnął mnie za rękę - nie myśl, że tak po prostu cię wypuszczę! Po pierwsze dziękuję, a po drugie - mamy ciastka i mleko. Co powiesz na rozwinięcie naszej znajomości?
- Nie jestem pewna. - odpowiedziałam niepewnie. Conor nawet na mnie nie popatrzył, tylko wyjął z piekarnika parujące ciastka i podłożył mi je pod nos.
- A teraz?
- Ale tylko pół godziny! - chłopak odetchnął z ulgą, że nie musi mnie już namawiać, odsunął mi krzesło i nalał dwie szklanki mleka. Usiedliśmy przy stole. Tak zaczęła się nasza rozmowa. Rozmawialiśmy o wszystkim, os swoim życiu, co robimy w Londynie, o naszych plusach i minusach. Tak właśnie rozmowa przeciągnęła się z pół godziny na dwie. Dopiero kiedy zobaczyłam, że słońce zaczęło wschodzić stwierdziłam, że muszę już iść.
- Będę już się powoli zbierać. Zdecydowanie, w tych ciuchach nie powinnam się pokazywać w porze kiedy ludzie idą do pracy. - mój nowy kolega tylko przytaknął i zaproponował:
- Może cię odwiozę?
- Nie będę ci robić problemu, na autobus są dwie minuty drogi - skąd to wiem? przed przyjazdem tu przestudiowałam mapę google Londynu niezliczoną ilość razy.
- No proszę! Dla mnie to czysta przyjemność!
- Tak ładnie prosisz, chyba jednak z tobą pojadę.
On tylko szybko wyjął kluczyki z szuflady, następnie udaliśmy się w stronę samochodu.
Tym razem droga minęła szybko i bez żadnych przeszkód, bo było już całkiem jasno. Po kilku minutach byliśmy pod budynkiem mojego mieszkania.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i chciałam wyjść.
- Poczekaj!
- Słucham?
- Podaj mi swój numer telefonu. Chcę się jeszcze kiedyś spotkać.
W ekspresowym tempie podyktowałam cyferki i wyskoczyłam z auta. Szczerze mówiąc też chciałabym go 'jeszcze kiedyś spotkać'. Udałam się do mieszkania.
Kiedy otworzyłam drzwi doznałam szoku. Na podłodze leżały kawałki szkła, a okno było wybite. Na łóżku leżał kamyk z przywiązaną do niego kartką.

"Następnym razem nie sprzeciwiaj się swojemu szefowi." 

Skąd mają moje namiary? Dlaczego to zrobili? Co zrobię z rozbitym oknem? Czy muszę to zgłosić na policję, czy lepiej nie? 
Pytania kłębiły się w mojej głowie, dopiero po dłuższej chwili odpowiedziałam sobie na pytania. 
Ale bez przesady! Przecież, aż tak źle nic nie powiedziałam co mogłoby go tak rozwścieczyć.
Posprzątałam rozbite szkło i przebrałam się szybko w pierwsze z brzegu ciuchy. 
Trochę jednak czasu minęło, bo wychodząc z domu zerknęłam na zegarek i było już po dziewiątej rano! Zjechałam windą i biegiem ruszyłam do 'Biura Pracy', które wczoraj odwiedzałam z inną intencją. 
Dalej ten sam fałszywy dupek siedział przy jedynym stanowisku. 
- Co to ma znaczyć?! - wykrzyczałam, pokazując mu przed chwilą zrobione zdjęcia mojego mieszkania.  - Nie szukałam pracy po to, żeby mieć dodatkowe problemy!
- Proszę się uspokoić. Przecież to nie przez nas.
- Nie przez was? I ja mam się uspokoić?! - nadal podniesionym tonem wypowiadałam te słowa, jak i kolejne wiązanki przekleństw. W między czasie wyjęłam z kieszeni kolejny dowód na winę mojego pracodawcy i tego mężczyzny. Cisnęłam kamieniem w biurko faceta tak mocno, że aż pozostało wgniecenie. 
- Teraz będzie musiała pani ponieść dodatkowe koszty. O co pani chodzi? Dlaczego pani szef tak się zachował?
- Dodatkowe koszty? - szydziłam. - Ja nie będę za to płacić, a raczej wy! Gdyby to była normalna, legalna firma nie byłoby takiego czegoś po pierwszym dniu pracy! Zgłoszę to na policję!
- Nie, nie proszę tego nie robić - zobaczyłam przerażenie w oczach mężczyzny. - Ochrona!
- No na pewno! Szkoda, że jeszcze służb lotniczych nie zawołasz kutasie!
Dwóch napakowanych gości stanęło obok mnie. Jednego kopnęłam między nogi z całej siły. Częściowo wyładowałam swoją złość. Jednak drugi facet pociągnął mnie za sobą na zaplecze i przywiązał do starego fotela. Zaczęłam krzyczeć, ale wtedy do pomieszczenia wparował mój pracodawca. Uderzył mnie w twarz i przysunął swoje usta do mojego ucha wypowiadając słowa, które mnie bardzo zabolały.
- Jaki zawód sobie wybrałaś tak będziesz taktowana. Teraz masz mi zrobić dobrze. - kipiałam ze złości, a ten huj rozpiął rozporek i wpakował mi swoje genitalia do buzi. Ja się tak nie dam. Z całej siły ugryzłam go w członka. Zwijając się z bólu przeklinał mnie na wszystkie możliwe sposoby.
- Nie jestem kurwą, nie traktuj mnie jak inne twoje pracownice. 
On już się nie odezwał. Po raz drugi zadał mi mocne, siarczyste uderzenie w policzek. 
- Przykro mi, już jesteś. 
 I wyszedł. Zostawił mnie samą w tym zaśmierdłym miejscu. Usłyszałam trzask drzwi i odjeżdżający samochód. Po chwili już nikogo nie było. Ochroniarze, pracownik biura. Wszyscy poszli. 
Miałam czas obmyślić plan dalszego działania.
Minęła pierwsza, druga, trzecia godzina. Nadal nie miałam pomysłów.
Przypomniałam sobie, że w tylnej kieszeni spodni mam telefon. Jedyną osobą do jakiej mogłam zadzwonić był Conor. Moje dłonie były kilka razy owinięte taśmą wokół podłokietników. Już wcześnie starałam się je wyrwać, ale na nic. Jest! Do czego mam zęby? Skarciłam się w myślach, że wcześniej na to nie wpadłam. Zaczęłam po kawałku przegryzać mocowanie. Czułam się upokorzona, jak i zdenerwowana na maksa. Właśnie z tej złości wywodziło się tyle energii, że po kilku minutach taśma spadła na podłogę. Z drugą ręką poszło już gładko. Jeszcze nogi i sznur opleciony wokół mojej talii. Ale nawet się za to nie brałam. Jedynie wyciągnęłam spod tyłka urządzenie i wykręciłam numer. Po kilkunastu sygnałach odebrał wyraźnie zdenerwowany chłopak.
*rozmowa telefoniczna*
~ Co się dzieje? Przed twoim mieszkaniem stoi wóz policyjny, a w twoim oknie jest wybita szyba.
~ Nieważne. Przyjdź tutaj.
~ Gdzie jesteś?
~ Za rogiem bloku jest tak zwane biuro pracy. Dasz radę się tu dostać?
W telefonie słychać było, że chłopak biegnie.
~ Jestem. To nie będzie trudne.
*koniec rozmowy*
Słyszałam tylko, że ktoś majstruje przy zamku do drzwi. Minęło kolejne pięć minut, kiedy chłopak stał przy mnie.
- Dziewczyno! W co ty się wpakowałaś? Skąd ta wielka śliwa pod okiem?
- Nie pierdol tylko mnie rozwiąż. - syknęłam.
Niestety. Rozwiązywanie trwało bardzo długo.
Wyszliśmy z budynku dopiero około godziny 19. Spędziłam tam 10 godzin. Bezczynnych, długich godzin.
Jednak to nie koniec problemów. Radiowóz nadal stał pod blokiem, a my powoli zbliżaliśmy się do mojego mieszkania. Przed wejściem na klatkę jeden z policjantów spytał czy tam mieszkam.
Musiałam jechać na policję. Zmęczona tymi wszystkimi bezsennymi godzinami musiałam odpowiadać na pytania mężczyzn. Powiedziałam im wszystko, bez wyjątku. Nie miałam siły kłamać, ani zmyślać.
W końcu mnie wypuścili i odwieźli do domu. Od razu poszłam spać.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Równo w południe. W progu stał właściciel mieszkania.
- Proszę wejść. - powiedziałam.
- Słuchaj. To nie może się powtórzyć. Jeśli to się stanie, albo ja, albo ty będziemy mieć przechlapane.
- Obiecuję, że nic takiego już się nie wydarzy.
- To dobrze. Muszę iść mam spotkanie.
I poszedł.
I jakby wszystko wracało do perfekcji. Tak jak pierwszego dnia.
Zjadłam śniadanie, ubrałam się, wrzuciłam do torby książkę i podstawowe przedmioty, stwierdziłam, że wyjdę do parku. Usiadłam na brzegu fontanny i zaczęłam czytać. Książka wciągnęła mnie tak, że całkiem zapomniałam o wszystkim innym. Przewróciłam ostatnią kartkę. Osunęłam się po ściankach fontanny i włączyłam muzykę. Nie rozbrzmiewała w słuchawkach głośno. Cicho, powoli brzmiały słowa ballad. Przymknęłam powieki. Ten stan sprawił, że bezwładnie uśmiechałam się do nieba. Tak spędziłam całe popołudnie.
Dopiero po powrocie do mieszkania uświadomiłam sobie jak bardzo naraziłam Conor'a na niebezpieczeństwo. Dlatego znów wykręciłam jego numer.
~ Sam? Myślałem o tobie.
~ Tak, tak. Ja o tobie też. Słuchaj. Nie możemy się już spotykać, ani przyjaźnić. To niebezpieczne. Dla ciebie tym bardziej.
~ Ale...
~ Żadnych ale. Po prostu wykasuj mój numer...

nareszcie udało mi się napisać ten rozdział.
według mnie jest beznadziejny, ale to już wasz gust.
tak, wiem opowiadanie miało być o one direction, ale spokojnie. wszystko w swoim czasie. :) 
czytasz = komentujesz.
chcesz mnie o coś zapytać, dowiedzieć się czegoś, dać pomysł na dalszą część opowiadania? pisz na tt. @nochyba_ty

sobota, 29 września 2012

drugi.

Po dwóch godzinach obudził mnie pisk hamulców pociągu. Złapałam walizki w wyszłam na dworzec. Postanowiłam zadzwonić do mężczyzny, który miał wynająć mi mieszkanie. Po dwóch sygnałach usłyszałam gruby, męski głos. Czekał na mnie na miejscu. Z pośpiechem wparowałam do pierwszej lepszej, ale typowej dla Londynu starodawnej taksówki. Podałam kierowcy adres i po jakimś czasie byłam na terenie nowo wybudowanego kompleksu mieszkalnego.
Bardzo mi się spodobało to miejsce. Miało coś w sobie, a przede wszystkim znajdowało się w centrum Londynu. Wszędzie było blisko, a budynek, w którym miałam zamieszkać znajdował się prawie w parku. 
- Witaj w nowym życiu! - krzyknęłam. Sama do siebie. Miałam to w zwyczaju, bo z kim mogłam rozmawiać, jeśli nie miałam nikogo przy sobie przez tyle lat? Oczywiście nie obeszło się bez kilku krzywych spojrzeń przechodniów. W sumie nie dziwię się im. Nastolatka, stoi na środku chodnika i krzyczy do siebie. Można pomyśleć, że jestem psychiczna. 
W ciągu kilku minut stałam w MOIM mieszkaniu i przyglądałam się mu. Kuchnia, sypialnia i salon były w rustykalnym stylu. Tak jak lubię. Bardzo przytulnie. Łazienka w... jakby to ująć.. Wiejskim (?) stylu. Oczywiście nowoczesna, ale miała kwieciste akcenty. Wszystko wydawało mi się jak we śnie. Nie wierząc w to co widzę zapytałam jeszcze kilka razy mężczyzny, czy naprawdę to wszystko kosztuje tylko tyle ile było powiedziane na początku. Usłyszałam tylko "Na razie tak". Na razie? No dobra, nie chcę mi się więcej myśleć nad tym co chciał przez to powiedzieć. 
Po tym, kiedy facet wybył z mojego "domu" rozpakowałam się. Nie było tego, aż tak dużo jak mi się wydawało. 
Stwierdziłam, że muszę skoczyć do sklepu. W końcu lodówka pusta, kosmetyków, chemii i innych podobnych rzeczy też brakowało. 
Chwyciłam tylko portfel, iPhone'a i klucze. Szłam w kierunku najbliższego Centrum Handlowego. Kupiłam miliony różnych przedmiotów. Łącznie ze świeczkami, kadzidełkami, kompletem sztućców i kilkoma nowymi ciuchami. Obładowana zakupami wstąpiłam jeszcze do wypożyczalni DVD, wybrałam pierwszą lepszą komedię romantyczną i zaczęłam kierować się z powrotem do domu. 
Pomimo wczesnej godziny, bo była dopiero siedemnasta wskoczyłam w piżamkę i do łóżka. Oczywiście wcześniej wypakowałam rzeczy. Włączyłam wypożyczony film. Miley Cyrus świetnie wcieliła się w rolę głównej bohaterki. Pomyślicie sobie 'kto ogląda filmy z gwiazdami Disney'a'. Niby gwiazda Disney'a, ale teraz            świetnie radzi sobie w innych rolach. Po kilku minutach musiałam skoczyć jeszcze po popcorn, który zostawiłam w kuchni i o nim zapomniałam. Później tylko luknęłam na tt i fb. Jak zwykle. Żadnych powiadomień. Mówi się trudno. Powróciłam do czynności sprzed kilkunastu minut. 
Obudziłam się o szóstej rano. Pod łóżkiem leżał laptop, a całe łóżko, jak i moje włosy i wszystko wokoło było w prażonej kukurydzy. Pozbierałam wszystko i nie zważając na nadal nie wyczesane i odpopcornione   włosy wyszłam na balkon.
Poczułam zapach kwiatów i drzew, ale także spalin. Miasto pomimo tak wczesnej pory tętniło życiem. Ludzie zjeżdżali się do pracy, wychodzili z domu do świeże pieczywo na śniadanie. Wzięłam kilka głębokich wdechów i wzięłam się za poranną gimnastykę. Pierwszy raz od... zawsze? Uśmiechnęłam się do siebie, zrobiłam kilka skłonów i brzuszków. Usłyszałam skrzeczący, upominający głos starszej pani, która stała pod budynkiem.
- Ubierz się słoneczko! Chyba nie chcesz się przeziębić?! O jeju, ta dzisiejsza młodzież. Boże daj im długie życie, bo jak na razie chyba o to nie dbasz.
Zaśmiałam się głośno w weszłam z powrotem do sypialni. Pościeliłam łóżko i ubrałam się. Dzisiaj czeka mnie szukanie pracy. Na początek złapię cokolwiek. Później założę bloga. Będę na nim udostępniać swoje zdjęcia. Może zauważy mnie ktoś związany z fotomodelingiem? Marzenia.
Jest godzina ósma. Do jednej ręki chwyciłam torbę z wszystkim potrzebnymi przedmiotami. Na szyję zawiesiłam aparat, a do drugiej ręki wzięłam wcześniej obraną marchewkę. Zjechałam windą i nie wiem gdzie iść. Widziałam wczoraj biuro pracy, chyba nawet za rogiem. Skoczę tam, popytam się, może coś się dla mnie znajdzie?
Czy tutaj są sami faceci? Nawet w tym głupim biurze musi siedzieć facet. W taksówce facet, mieszkanie wynajmuje mi facet. Niewdzięczne życie.
Nie, że mam coś do facetów. Po prostu kojarzą mi się ze skończonymi idiotami. W szkole zawsze mnie wyśmiewali. Dziewczyny siedziały cicho, bo jestem zadziorna, ale chłopakowi nie postawiłabym się. Zbyt silni. Jestem wysoka, szczupła i w ogóle nie mam siły. Drugi przypadkiem idioty-faceta jest mój ojczym. Dla niego liczy się tylko kasa. Jedynym idealnym facetem był mój tata. Bardzo za nim tęsknię. Dobrze. Nie rozczulajmy się.
Usiadłam na przeciwko mężczyzny. Uśmiechnął się lekko i zapytał w czym może mi pomóc.
- Szukam pracy. Interesuję się fotografią i modelingiem. Czasem tańczę. Chciałabym coś, co współgrałoby z moimi zainteresowaniami. - przedstawiłam mu moje plany na przyszłość. Zanotował.
- Poproszę podstawowe informacje i kontakt. Wypełnimy kartę pracy i poszukamy czegoś odpowiedniego dla Pani. - wyjął iPada i wpisywał teraz na nim wszystko co mu dyktowałam. - Teraz wyślę to do głównego systemu. Za kilka sekund powinny wyświetlić się branże, w których mogłaby Pani pracować. - Oparłam się na fotelu. Po chwili zaczął czytać to co widział na ekranie.
- Praca w ekskluzywnym klubie nocnym, fotograf męski oraz modelka na wybiegu. Oczywiście do wszystkich tych prac musi Pani napisać zapytanie. Która najbardziej pasowałaby Pani?
- Modelka odpada. Chodzić na wybiegu nie umiem. Na czym polega 'klub nocny'?
- Kelnerka lub barmanka. Polecałbym najbardziej tą pracę. Będzie mogła się pani tam wybić.
- Mogę spróbować.
- W takim razie proszę się niczym nie przejmować. Napiszę tam i zadzwonię do Pani.
Ile razy można mówić "Pani"? Nieważne. Robota jest. Ciekawe dlaczego nie zaproponował mi fotomodelki? Może nieodpowiednie towarzystwo? Miejmy nadzieję, że się uda!
Przeszłam się jeszcze trochę po okolicy, zajrzałam do Starbucks'a..
Po kilku godzinach zadzwonił mój telefon. Pewnie matka. Nagle przypomniało jej się o córce? Pff...
Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
Ja: Słucham?
Facet: Witam. Przyszła do nas prośba o pracę. Jestem właścicielem klubu nocnego. Czy miała pani kiedykolwiek podobną pracę?
J: Niestety. Nie miałam.
F: W takim razie proszę być już dzisiaj w pracy. O godzinie 17. Sprawdzimy jak będzie Pani sobie radzić, nauczymy najważniejszych rzeczy.
J: Już dziś? O 17? To za pół godziny!
F: Pilnie potrzebujemy pracownika. Sms'em wyślę Pani adres klubu. Do zobaczenia!
Odłożył słuchawkę. Tak po prostu. Jedyne co zdążyłam ogarnąć, było to, że muszę złapać taksówkę i tam dojechać. Szczerze mówiąc nie zajęło mi to aż tak dużo czasu jak mi się wydawało. Po dwudziestu minutach byłam już w drzwiach klubu.
Od razu po wejściu w moją stronę przybiegło kilka osób. Najpierw zaczęli mnie wyganiać, że jeszcze nie otwarte, ale wyjaśniłam im, że jestem nowa.
Zaprowadzono mnie do jakiegoś biura. Było... duże.
- Pani Samantha?
- Tak, proszę mi mówić Sam. czy to z Panem rozmawiałam przez telefon?
- Oczywiście. Jestem Patrick Daniels. - podał mi rękę.
- Miło mi. Co mam robić?
- Więc tak. Tu są drzwi do mojego biura. Czwarte drzwi po prawej to przebieralnia. Masz tam przygotowaną szafkę z uniformem. Przebierz się i tymi drzwiami, tu na wprost jest wejście na salę. Dziewczyny ci wszystko wytłumaczą.
Podziękowałam i udałam się do szatni, czy jak on to ujął 'przebieralni'. Otworzyłam szafkę ze swoim imieniem, a w niej leżała kiczowata bielizna i krótka spódniczka ledwo przykrywająca pół tyłka. na głowę jakaś chustka. Nie wiem, chyba mamy wyglądać jak te laski 'Pin Up Girls' w wyuzdanym wydaniu. Nie ubiorę tego!
Wyszłam zdesperowana z pomieszczenia z tym dziadostwem w ręce i wpadłam do biura szefa.
- Przepraszam, ale czy ja mam to ubrać? - prawie krzyknęłam.
- Tak. To uniform. W końcu jest Pani kelnerką w klubie +18 dla mężczyzn, prawda?
- Słucham?!
- Nikt ci nie powiedział?
- Nie nikt! I nie ubiorę tego świństwa!
- Już za późno, słoneczko. Podpisałaś umowę.
- Nic nie podpisywałam!
- A w biurze pracy?
- Podpisałam tylko papiery, że szukam racy, a nie że mam się rozbierać przed starymi zboczeńcami!
- A jednak, podpisałaś. W tamtej umowie dokładnie jest napisane 'W czasie podjętej pracy, pracownik musi  słuchać pracodawcy i nie sprzeciwiać się wymaganiom'. Więc przebieraj się i ruchy!
- Tylko ten raz. Słyszy Pan?!
- Nie, nie słyszę. Będziesz to robić, dopóki jestem twoim szefem!
- A jeśli się zwolnię? - powiedziałam z nutką ironii.
- Nie możesz.
- A to dlaczego?
- Tak po prostu. Przepraszam cię, musisz już wyjść, mam dużo pracy.
Trzasnęłam drzwiami i pobiegłam z powrotem do szatni. Usiadłam w rogu pomieszczenia ciągnąc nosem. Właśnie wchodzi tu inna dziewczyna wyciągając z szafki ten sam strój.
- Zmuszają cię do tego?
- Nie mam innego wyjścia. Podpisałam ten głupi kwitek i teraz robię to czego nie chcę.
- Czego dokładnie tu od nas oczekują?
- To zależy. Czasem może się zdarzyć, że tańczysz striptiz przed tymi facetami, czasami musisz przyjmować klientów, a czasem tylko nosisz alkohol do stołów.
- Słucham? Czyli teraz mają ze mnie zrobić dziwkę i ladacznicę?
- Słuchaj. Naprawdę, ja też tego nie chcę.
- Jakoś po tobie nie widać!
- Bo pracuję już tutaj tak długo, że nie mam siły się nad sobą rozczulać.
Nie odezwałam się już. Przebrałam się w dziwkarski strój i wyszłam stamtąd.
- Słuchaj. Z tego powodu, że to twój pierwszy dzień będziesz musiała zatańczyć i wziąć pierwszego klienta.
- Ale ja nie mogę!
- Wzięłaś tą pracę z własnej woli!
- Nie wiedziałam, że tak to będzie wyglądać!
- Dajesz dziś pierwszy raz dupy, więc kurwa nie kłóć się ze mną!
- Nie dam nikomu dupy.
- Czemu?
- JESTEM KURWA DZIEWICĄ, NIE WIDAĆ?!
- Nie widać i przygotuj się, bo dziś stracisz 'dziewictwo'.


Jest  godzina 22, właśnie otwierają drzwi do klubu. Zaraz mam zatańczyć 'seksowny taniec'. Tylko, że nie umiem. Faceci już siedzą na miejscach. Niektórzy już rozebrali mnie całkiem wzrokiem. Mam ochotę stąd uciec. Muszę już wychodzić na 'scenę', którą jest sześć stołów położonych blisko siebie.
Wyskrobałam się na nie w ciemności i puszczono muzykę jak z pornola. Muszę zatańczyć, bo jeśli tego nie zrobię, to cytuję 'Odbębnisz swoją karę'.
Poza tym włączono reflektor, który był skierowany w moją stronę. Nie mam pojęcia jak się ruszać. Zaczęłam kręcić tyłkiem, biodrami, czasami łapałam się za cycka, żeby wyglądać seksownie. Po dziesięciu minutach usłyszałam w słuchawce, którą kazali mi włożyć do ucha, że muszę wybrać sobie jednego naiwniaka i tańczyć wokół niego. Przy piątym stoliku siedział młody, może dwudziestoletni, dosyć przystojny szatyn. Podeszłam do niego. Odsunął swój fotel, a ja stanęła nad nim i wyginałam się wokół niego. Popatrzył mi prosto w oczy. Było w nich widać zadowolenie i podniecenie, natomiast, kiedy zauważył moje smutne, pełne bólu spojrzenie od razu zauważył, że coś jest nie tak.
Szepnął mi do ucha ciche "Chodź ze mną" i pociągnął mnie za rękę. W słuchawce Patrick mówił mi, że to będzie mój pierwszy klient. Ja też byłam tego pewna. Wiedziałam, że ten chłopak właśnie będzie chciał seksu.

*.*.*.*.*
nareszcie udało mi się napisać i skończyć ten oto rozdział. myślę, że Wam się chociaż trochę spodoba. jak dla mnie jest okropny, ale oceńcie wy. jeśli chcecie być informowani o nowych notkach piszcie do mnie na tt. @nochyba_ty

niedziela, 2 września 2012

pierwszy.


Obudziłam się w świetnym nastroju o ósmej rano z myślą "dzisiaj kończę upragnione osiemnaście lat. Mogę się stąd wynieść". Na dole słyszałam krzątającą się mamę . Szybko ubrałam się i pobiegłam do kuchni na śniadanie. 
- Cześć. - przywitałam się z mamą.
- Dzień dobry. Nie rozumiem cię. Zwykły, normalny dzień, a od ciebie promieniuje szczęście. Przez sześć lat nie widziałam cię takiej wesołej. Nieważne.Po tych słowach miałam mętlik w głowie. Urodziła mnie osiemnaście lat temu, siedemnaście razy był ten sam dzień, a od pięciu lat (wtedy poznała Patricka) wyglądał tak samo - nikt o tym nie pamiętał. Jedyne co udało mi się odpowiedzieć:- Dokładnie, nieważne. Po prostu słuchałam fajnej piosenki rano. - powiedziałam ze łzami w oczach, jak i wymuszonym uśmiechem i pełną buzią. Dopiłam sok pomarańczowy, posprzątałam po sobie i podziękowałam mamie.Będąc u siebie w pokoju, już po ogarnięciu łóżka, usiadłam na nim z laptopem. Sprawdziłam twitter'a i facebook'a na których znalazłam jedno zagubione "Happy BirthDay". Uśmiechnęłam się pod nosem myśląc, że za niedługo wszystko się zmieni.Jest sierpień, ładna pogoda, ale chłodno, tak więc nie przebierając się złapałam torbę i wyszłam z domu. Poszłam w kierunku urzędu, odebrać dowód osobisty. Bez niego nie będę mogła wyjechać. Pani w urzędzie uśmiechnęła się na mój widok, a po pół godziny mogłam wyjść z cieplutkim dokumentem, na który czekałam tyle czasu. Przeszłam się po okolicy, kupiłam dwie paczki żelków i postanowiłam, że wstąpię do parku. Rozmyślając o swojej przyszłości minęło mi kilka godzin. Nowe mieszkanie, pierwsza praca, nowe znajomości, dalsza nauka, imprezy, zakupy. Będzie tak jak sobie wyśniłam!Po powrocie szukałam mieszkania w Londynie, bo właśnie tam chciałabym się przeprowadzić. I jest. Tanie, nieduże, modnie umeblowane, z kuchnią, łazienką, salonem i sypialnią. Do tego dochodzi też mały balkon i dobra lokalizacja. Idealne dla mnie! Uzgodniłam z właścicielem, że będę mogła je wynajmować jak długo zechcę. Okazuje się, że sąsiedzi także nie są starszymi ludźmi, czyli wszystko fajnie. Jak na razie idzie po mojej myśli. Widząc, że mam już mieszkanie, wyjęłam walizki, które od dłuższego czasu chowam pod łóżkiem i starannie przekładałam, każdy przedmiot. Zostawiłam jedynie zestaw na kolejny dzień, zamówiłam bilet na jutrzejszy pociąg do Londynu i zasnęłam z laptopem w rękach.
*następny dzień*
Obudziłam się wcześnie rano. O wpół do ósmej byłam już wykąpana, pomalowana i całkiem spakowana. Sprawdzając jeszcze czy wyjazd jest na pewno o 9.30 zeszłam do kuchni na gotowe śniadanie. Zawsze o ósmej jest już wszystko gotowe. Ciekawe jak ona to robi. Usiadła przy stole i nadszedł ten moment, którego najbardziej się bałam. Moment, w którym muszę jej wyznać całą prawdę. To co sądzę o jej związku z Patrickiem, o tym, że wyjeżdżam, o tym, że jestem już pełnoletnia. 
- To mów - odpowiedziała oschle.
- Wyprowadzam się.
- Hahaha. To mnie rozbawiłaś. Nawet nie masz osiemnastki. Nie masz pieniędzy. Ciekawe gdzie byś pojechała. Hahaha. - czy ją na prawdę to bawi?
- Mam pełnoletność - pokazałam jej dowód - wyjeżdżam za półtorej godziny oraz mieszkanie na mnie czeka. Pieniędzy wystarczy mi na dwa lata. Z resztą zaraz po przyjeździe do nowego miejsca mam zamiar podjąć pracę. Jestem odpowiedzialna! - wybuchnęłam, a ją zatkało. Popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- W takim razie, zostaje mi tylko zgodzić się. Odwieźć cię na dworzec? - kompletnie nie spodziewałam się takiej reakcji. Z tym, że kłócimy się ciągle od dłuższego czasu, a ona nigdy we mnie nie wierzyła.
- Jeśli chcesz. Ale zanim dojedziemy, to trochę potrwa. Musiałybyśmy już wyjeżdżać. - po tych słowach pobiegłam do góry po walizki i bagaż podręczny. 

- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam niepewnie.
Co do pieniędzy. Nigdy mi ich nie brakowało. Patrick ma kasy jak lodu, a ja jestem "ich jedynym dzieckiem", więc pomimo ciągłych kłótni co miesiąc wpłacał mi na konto dwa tysiące. Dlatego udało mi się nazbierać tyle oszczędności. Nie chcę się chwalić, ale inni, powiedzieliby, że mam wszystko co do szczęścia potrzebne - nowego iPoda, iPhone'a i iPad'a. Najlepszy laptop i inne gadżety. Ale to tylko, dlatego, że Pan P. jest jednym z prezesów firmy Apple. Tak czy siak - nie lubię go. Wręcz... nienawidzę.
Siedząc z mamą w samochodzie, nie odezwałyśmy się do siebie, ani słowem. Odwiozła mnie, wyjęłam walizki, popatrzyła na mnie tym dziwnym wzrokiem (widziałam w jej oczach... ulgę, złość, odrzucenie oraz to o czym byście nie pomyśleli. szczęście) i odjechała. Nie odezwała się ani słowem.  Ale, nie zdziwiło mnie to. Była taka odkąd poznała "swoją wielką miłość". 
Poszłam z wydrukowanym biletem w stronę pociągu. Oddałam bagaż i weszłam. Po dziesięciu minutach usnęłam.

*.*.*.*.*.*.*.*
oto pierwszy. jestem z niego jako tako zadowolona. nie wiem jak wy. w następnym powinno się trochę rozkręcić, bo nudno. początki są trudne. dla mnie do pisania, bo wątki z matką są dziwne. a dla was chyba mało zrozumiałe. w sumie... swoje opinie wyraźcie w komentarzach! xox. <3

prolog.


"Tak, to jutro ten dzień. To jutro dojrzeję społecznie. To jutro będę mogła oderwać się od tej pieprzonej rzeczywistości. Już jutro!" - pomyślała zamykając na klucz szafkę w której trzymała wszystkie swoje oszczędności (których powiedzmy szczerze - mało nie było), sądząc, że już za niedługo, nie będzie musiała żyć tutaj, z nimi. Będzie mogła żyć od nowa. 
będzie mogła być... sobą.
Nagle poczuła wątpliwości "Czy dam sobie radę? Czy będę mogła być dawną Sam? Mogę sobie nie dać rady. sama". 
Właśnie wtedy przejrzała swoje wspomnienia z ostatnich sześciu lat. Śmierć ojca, żałoba, matka ciągle wychodząca "na nocną zmianę" do klubów, poznanie tego idioty - Patricka, bunt, utrata przyjaciół, ślub matki, kasa, samotność, smutek. "Dam radę. Wrócę do normalności, koniec całych dni w domu. W szarym dresie. Koniec tego". 
I zasnęła z utęsknieniem czekając na kolejny dzień. Z resztą, codziennie usypiała z tą samą myślą, odliczała doby, godziny, minuty i sekundy do tego dnia.

*.*.*.*.*.*.*.*
witajcie! jestem paulina. będę prowadzić tego bloga i postaram się dodawać notki jak najczęściej. prolog jak to prolog - nuda. opinie pozostawcie w komentarzach. :)

bohaterowie .


Sam (Samantha) Walker.
  
Właśnie skończyła osiemnaście lat. Mieszka z matką (Eva) i ojczymem (Patrick) w Leeds. Jej ojciec zmarł, kiedy miała 12 lat. Nadal nie może się pogodzić ze śmiercią ojca, przez co straciła przyjaciół i zamknęła się w sobie. Nie przepada za "rodzicami". Pomimo tego lubi czasami zaszaleć i pójść na imprezę. Interesuje się modą i fotografią. Chciałaby zostać fotomodelką, ale nie może spełnić swojego marzenia. Stwierdza, że powinna zmienić swoje życie.


^^^^^^^^^^^^
Reszta bohaterów będzie dodawana wraz z ich dojściem do opowiadania. Będziecie informowani o dodaniu tutaj kolejnej osoby.