piątek, 16 listopada 2012

trzeci.


Nadal nie byłam pewna tego co robię. Miałam wątpliwości. Duże wątpliwości. Pomimo tego - nie było wyboru.
Doszliśmy pod główne wejście do klubu. W słuchawce Patrick mnie instruował gdzie mamy iść. Chyba, że chłopak będzie chciał jechać do 'hotelu'.
Boże. Ratuj. Ja się tak boję.
Wyszliśmy na zewnątrz. Wyjęłam aparat z ucha i odłożyłam go w miejsce, w które mi kazano.
- Conor jestem. - wyrwał mężczyzna. Spojrzał do góry. Zaczął sunąć nosem po moim policzku w stronę ucha. Szepnął tylko krótkie "Wiem, że coś jest nie tak" i znowu pociągnął moją dłoń. Po chwili znajdowaliśmy się już w samochodzie. Byłam zdezorientowana. Czułam się... Bezbronna.
- Dlaczego nie jesteś taka jak te inne striptizerki? - zapytał.
- Długa historia. Nie wiem czy chciałbyś słuchać.
- Jesteś nowa? Co się stało? Jesteś smutna..
- Nie mogę ci powiedzieć. Po prostu. Nie mogę.
- Nie bój się mnie. Nie chcę seksu. Uwierz mi. Powiedz, proszę.
- Ale...
- Powiedz! - przerwał mi. Jego głos był stanowczy. Uległam. Tak po prostu uległam.
- To moja pierwsza praca. Miało to być coś innego...
- Rozumiem, ale dlaczego nie zostawisz tej roboty?
- Nie mogę. Nie pozwolą mi na to.
- O Boże. Dlaczego? Dziewczyno! Przecież to zwykła praca. Taka jak inne.
- Koniec tematu. Nie mogę i już. Szczere mówiąc ten taniec to spoko. Nie ma sprawy. Ale to co mam zrobić teraz to... - zatrzymałam się. Coś jakby we mnie stanęło. - W ogóle kim ty jesteś i gdzie mnie wieziesz?! Nie znam cię, kurwa!
- Uwierz mi, nic ci nie zrobię. A co gdybyś nie poszła do pracy na przykład jutro?
- Nie wiem. Chyba nie byłoby zbyt dobrze.
Po pół godziny dojechaliśmy pod nieduży domek. Widać, że chłopak mieszkał sam, ale pomimo to w domu się świeciło.
- Ktoś tam jest?
- Nie, raczej nie. Chyba, że znowu ta laska...
- Kto?
- Raz po imprezie ją zaliczyłem. Teraz mnie prześladuje.
- Mam pomysł.
- Jaki?
- Dowiesz się później. Prowadź do mieszkania.
Drzwi były otwarte. W mojej głowie układałam plan pomocy dla nowo poznanego kolegi. Na tą chwilę całkiem zapomniałam o swoich problemach. W kuchni pałętała się ta kobieta. Szepnęłam do Conor'a tylko, żeby patrzył mi w oczy. Dziewczyna stała przy piekarniku i prawdopodobnie piekła ciastka, ścisnęłam chłopaka z rękę i popchnęłam w stronę lodówki. Nieznajoma stanęła wpatrzona w nas ze łzami w oczach i zaczęła coś krzyczeć. Conor nadal patrzył mi w oczy, chciał się odezwać, ale szybko przeszłam do kolejnej części mojego planu. Nachalnie musnęłam jego usta, zdziwił się, ale odwzajemnił pocałunek. Nieproszony gość jeszcze chwilę krzyczał, ale kiedy skapnął się, że nie zwracamy na niego uwagi - trzasnęła drzwiami i wybiegła z mieszkania. Odsunęłam się od chłopaka.
- To ja już pójdę. - szybko powiedziałam.
-Poczekaj! - pociągnął mnie za rękę - nie myśl, że tak po prostu cię wypuszczę! Po pierwsze dziękuję, a po drugie - mamy ciastka i mleko. Co powiesz na rozwinięcie naszej znajomości?
- Nie jestem pewna. - odpowiedziałam niepewnie. Conor nawet na mnie nie popatrzył, tylko wyjął z piekarnika parujące ciastka i podłożył mi je pod nos.
- A teraz?
- Ale tylko pół godziny! - chłopak odetchnął z ulgą, że nie musi mnie już namawiać, odsunął mi krzesło i nalał dwie szklanki mleka. Usiedliśmy przy stole. Tak zaczęła się nasza rozmowa. Rozmawialiśmy o wszystkim, os swoim życiu, co robimy w Londynie, o naszych plusach i minusach. Tak właśnie rozmowa przeciągnęła się z pół godziny na dwie. Dopiero kiedy zobaczyłam, że słońce zaczęło wschodzić stwierdziłam, że muszę już iść.
- Będę już się powoli zbierać. Zdecydowanie, w tych ciuchach nie powinnam się pokazywać w porze kiedy ludzie idą do pracy. - mój nowy kolega tylko przytaknął i zaproponował:
- Może cię odwiozę?
- Nie będę ci robić problemu, na autobus są dwie minuty drogi - skąd to wiem? przed przyjazdem tu przestudiowałam mapę google Londynu niezliczoną ilość razy.
- No proszę! Dla mnie to czysta przyjemność!
- Tak ładnie prosisz, chyba jednak z tobą pojadę.
On tylko szybko wyjął kluczyki z szuflady, następnie udaliśmy się w stronę samochodu.
Tym razem droga minęła szybko i bez żadnych przeszkód, bo było już całkiem jasno. Po kilku minutach byliśmy pod budynkiem mojego mieszkania.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i chciałam wyjść.
- Poczekaj!
- Słucham?
- Podaj mi swój numer telefonu. Chcę się jeszcze kiedyś spotkać.
W ekspresowym tempie podyktowałam cyferki i wyskoczyłam z auta. Szczerze mówiąc też chciałabym go 'jeszcze kiedyś spotkać'. Udałam się do mieszkania.
Kiedy otworzyłam drzwi doznałam szoku. Na podłodze leżały kawałki szkła, a okno było wybite. Na łóżku leżał kamyk z przywiązaną do niego kartką.

"Następnym razem nie sprzeciwiaj się swojemu szefowi." 

Skąd mają moje namiary? Dlaczego to zrobili? Co zrobię z rozbitym oknem? Czy muszę to zgłosić na policję, czy lepiej nie? 
Pytania kłębiły się w mojej głowie, dopiero po dłuższej chwili odpowiedziałam sobie na pytania. 
Ale bez przesady! Przecież, aż tak źle nic nie powiedziałam co mogłoby go tak rozwścieczyć.
Posprzątałam rozbite szkło i przebrałam się szybko w pierwsze z brzegu ciuchy. 
Trochę jednak czasu minęło, bo wychodząc z domu zerknęłam na zegarek i było już po dziewiątej rano! Zjechałam windą i biegiem ruszyłam do 'Biura Pracy', które wczoraj odwiedzałam z inną intencją. 
Dalej ten sam fałszywy dupek siedział przy jedynym stanowisku. 
- Co to ma znaczyć?! - wykrzyczałam, pokazując mu przed chwilą zrobione zdjęcia mojego mieszkania.  - Nie szukałam pracy po to, żeby mieć dodatkowe problemy!
- Proszę się uspokoić. Przecież to nie przez nas.
- Nie przez was? I ja mam się uspokoić?! - nadal podniesionym tonem wypowiadałam te słowa, jak i kolejne wiązanki przekleństw. W między czasie wyjęłam z kieszeni kolejny dowód na winę mojego pracodawcy i tego mężczyzny. Cisnęłam kamieniem w biurko faceta tak mocno, że aż pozostało wgniecenie. 
- Teraz będzie musiała pani ponieść dodatkowe koszty. O co pani chodzi? Dlaczego pani szef tak się zachował?
- Dodatkowe koszty? - szydziłam. - Ja nie będę za to płacić, a raczej wy! Gdyby to była normalna, legalna firma nie byłoby takiego czegoś po pierwszym dniu pracy! Zgłoszę to na policję!
- Nie, nie proszę tego nie robić - zobaczyłam przerażenie w oczach mężczyzny. - Ochrona!
- No na pewno! Szkoda, że jeszcze służb lotniczych nie zawołasz kutasie!
Dwóch napakowanych gości stanęło obok mnie. Jednego kopnęłam między nogi z całej siły. Częściowo wyładowałam swoją złość. Jednak drugi facet pociągnął mnie za sobą na zaplecze i przywiązał do starego fotela. Zaczęłam krzyczeć, ale wtedy do pomieszczenia wparował mój pracodawca. Uderzył mnie w twarz i przysunął swoje usta do mojego ucha wypowiadając słowa, które mnie bardzo zabolały.
- Jaki zawód sobie wybrałaś tak będziesz taktowana. Teraz masz mi zrobić dobrze. - kipiałam ze złości, a ten huj rozpiął rozporek i wpakował mi swoje genitalia do buzi. Ja się tak nie dam. Z całej siły ugryzłam go w członka. Zwijając się z bólu przeklinał mnie na wszystkie możliwe sposoby.
- Nie jestem kurwą, nie traktuj mnie jak inne twoje pracownice. 
On już się nie odezwał. Po raz drugi zadał mi mocne, siarczyste uderzenie w policzek. 
- Przykro mi, już jesteś. 
 I wyszedł. Zostawił mnie samą w tym zaśmierdłym miejscu. Usłyszałam trzask drzwi i odjeżdżający samochód. Po chwili już nikogo nie było. Ochroniarze, pracownik biura. Wszyscy poszli. 
Miałam czas obmyślić plan dalszego działania.
Minęła pierwsza, druga, trzecia godzina. Nadal nie miałam pomysłów.
Przypomniałam sobie, że w tylnej kieszeni spodni mam telefon. Jedyną osobą do jakiej mogłam zadzwonić był Conor. Moje dłonie były kilka razy owinięte taśmą wokół podłokietników. Już wcześnie starałam się je wyrwać, ale na nic. Jest! Do czego mam zęby? Skarciłam się w myślach, że wcześniej na to nie wpadłam. Zaczęłam po kawałku przegryzać mocowanie. Czułam się upokorzona, jak i zdenerwowana na maksa. Właśnie z tej złości wywodziło się tyle energii, że po kilku minutach taśma spadła na podłogę. Z drugą ręką poszło już gładko. Jeszcze nogi i sznur opleciony wokół mojej talii. Ale nawet się za to nie brałam. Jedynie wyciągnęłam spod tyłka urządzenie i wykręciłam numer. Po kilkunastu sygnałach odebrał wyraźnie zdenerwowany chłopak.
*rozmowa telefoniczna*
~ Co się dzieje? Przed twoim mieszkaniem stoi wóz policyjny, a w twoim oknie jest wybita szyba.
~ Nieważne. Przyjdź tutaj.
~ Gdzie jesteś?
~ Za rogiem bloku jest tak zwane biuro pracy. Dasz radę się tu dostać?
W telefonie słychać było, że chłopak biegnie.
~ Jestem. To nie będzie trudne.
*koniec rozmowy*
Słyszałam tylko, że ktoś majstruje przy zamku do drzwi. Minęło kolejne pięć minut, kiedy chłopak stał przy mnie.
- Dziewczyno! W co ty się wpakowałaś? Skąd ta wielka śliwa pod okiem?
- Nie pierdol tylko mnie rozwiąż. - syknęłam.
Niestety. Rozwiązywanie trwało bardzo długo.
Wyszliśmy z budynku dopiero około godziny 19. Spędziłam tam 10 godzin. Bezczynnych, długich godzin.
Jednak to nie koniec problemów. Radiowóz nadal stał pod blokiem, a my powoli zbliżaliśmy się do mojego mieszkania. Przed wejściem na klatkę jeden z policjantów spytał czy tam mieszkam.
Musiałam jechać na policję. Zmęczona tymi wszystkimi bezsennymi godzinami musiałam odpowiadać na pytania mężczyzn. Powiedziałam im wszystko, bez wyjątku. Nie miałam siły kłamać, ani zmyślać.
W końcu mnie wypuścili i odwieźli do domu. Od razu poszłam spać.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Równo w południe. W progu stał właściciel mieszkania.
- Proszę wejść. - powiedziałam.
- Słuchaj. To nie może się powtórzyć. Jeśli to się stanie, albo ja, albo ty będziemy mieć przechlapane.
- Obiecuję, że nic takiego już się nie wydarzy.
- To dobrze. Muszę iść mam spotkanie.
I poszedł.
I jakby wszystko wracało do perfekcji. Tak jak pierwszego dnia.
Zjadłam śniadanie, ubrałam się, wrzuciłam do torby książkę i podstawowe przedmioty, stwierdziłam, że wyjdę do parku. Usiadłam na brzegu fontanny i zaczęłam czytać. Książka wciągnęła mnie tak, że całkiem zapomniałam o wszystkim innym. Przewróciłam ostatnią kartkę. Osunęłam się po ściankach fontanny i włączyłam muzykę. Nie rozbrzmiewała w słuchawkach głośno. Cicho, powoli brzmiały słowa ballad. Przymknęłam powieki. Ten stan sprawił, że bezwładnie uśmiechałam się do nieba. Tak spędziłam całe popołudnie.
Dopiero po powrocie do mieszkania uświadomiłam sobie jak bardzo naraziłam Conor'a na niebezpieczeństwo. Dlatego znów wykręciłam jego numer.
~ Sam? Myślałem o tobie.
~ Tak, tak. Ja o tobie też. Słuchaj. Nie możemy się już spotykać, ani przyjaźnić. To niebezpieczne. Dla ciebie tym bardziej.
~ Ale...
~ Żadnych ale. Po prostu wykasuj mój numer...

nareszcie udało mi się napisać ten rozdział.
według mnie jest beznadziejny, ale to już wasz gust.
tak, wiem opowiadanie miało być o one direction, ale spokojnie. wszystko w swoim czasie. :) 
czytasz = komentujesz.
chcesz mnie o coś zapytać, dowiedzieć się czegoś, dać pomysł na dalszą część opowiadania? pisz na tt. @nochyba_ty

7 komentarzy:

  1. wcale nie jest beznadziejny! dla mnie jest nieziemski! masz duzo pomyslow na tego bloga i to sie ceni, czekam z niecierpliwoscia na nastepny bo chce wiedziec jak rozwinie sie akcja miedzy Sam a Conorem i czy policja pomoze Sam .
    pozdrawiam i czasem zapraszam do mnie www.ijustwannatakecareofyou.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny już nie mogę się doczekać nowego rozdziału :)xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie!! Tak się cieszę że dodałaś trzeci rozdział.
    Nie jest beznadziejny. Jest cudowny. Mam nadzieje że czwarty będzie szybciej. Oby Sam dała sobie rade.
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZOSTAŁAŚ NOMINOWANA DO LIEBSTER AWARD.

      Usuń
    2. ojej. a co to jest? to mój pierwszy blog, więc nie jestem zbytnio zorientowana. mogłabyś mi wytłumaczyć? :)

      Usuń
  4. jesuu w co ona się wpakowała?! już lubię tego Conora chociaż miałam cichą nadzieję że to Nialler ;D czekam z niecierpliwością na kolejny!! <3 @cranberry_horan

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej ! Świetny ! Nominowałam cię do Liebster Award .
    Więcej dowiesz się tutaj :
    http://marisolloveu.blogspot.com/2012/11/zostaam-nominowana-do-liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń