Obudziłam się w świetnym nastroju o ósmej rano z myślą "dzisiaj kończę upragnione osiemnaście lat. Mogę się stąd wynieść". Na dole słyszałam krzątającą się mamę . Szybko ubrałam się i pobiegłam do kuchni na śniadanie.
- Cześć. - przywitałam się z mamą.
- Dzień dobry. Nie rozumiem cię. Zwykły, normalny dzień, a od ciebie promieniuje szczęście. Przez sześć lat nie widziałam cię takiej wesołej. Nieważne.Po tych słowach miałam mętlik w głowie. Urodziła mnie osiemnaście lat temu, siedemnaście razy był ten sam dzień, a od pięciu lat (wtedy poznała Patricka) wyglądał tak samo - nikt o tym nie pamiętał. Jedyne co udało mi się odpowiedzieć:- Dokładnie, nieważne. Po prostu słuchałam fajnej piosenki rano. - powiedziałam ze łzami w oczach, jak i wymuszonym uśmiechem i pełną buzią. Dopiłam sok pomarańczowy, posprzątałam po sobie i podziękowałam mamie.Będąc u siebie w pokoju, już po ogarnięciu łóżka, usiadłam na nim z laptopem. Sprawdziłam twitter'a i facebook'a na których znalazłam jedno zagubione "Happy BirthDay". Uśmiechnęłam się pod nosem myśląc, że za niedługo wszystko się zmieni.Jest sierpień, ładna pogoda, ale chłodno, tak więc nie przebierając się złapałam torbę i wyszłam z domu. Poszłam w kierunku urzędu, odebrać dowód osobisty. Bez niego nie będę mogła wyjechać. Pani w urzędzie uśmiechnęła się na mój widok, a po pół godziny mogłam wyjść z cieplutkim dokumentem, na który czekałam tyle czasu. Przeszłam się po okolicy, kupiłam dwie paczki żelków i postanowiłam, że wstąpię do parku. Rozmyślając o swojej przyszłości minęło mi kilka godzin. Nowe mieszkanie, pierwsza praca, nowe znajomości, dalsza nauka, imprezy, zakupy. Będzie tak jak sobie wyśniłam!Po powrocie szukałam mieszkania w Londynie, bo właśnie tam chciałabym się przeprowadzić. I jest. Tanie, nieduże, modnie umeblowane, z kuchnią, łazienką, salonem i sypialnią. Do tego dochodzi też mały balkon i dobra lokalizacja. Idealne dla mnie! Uzgodniłam z właścicielem, że będę mogła je wynajmować jak długo zechcę. Okazuje się, że sąsiedzi także nie są starszymi ludźmi, czyli wszystko fajnie. Jak na razie idzie po mojej myśli. Widząc, że mam już mieszkanie, wyjęłam walizki, które od dłuższego czasu chowam pod łóżkiem i starannie przekładałam, każdy przedmiot. Zostawiłam jedynie zestaw na kolejny dzień, zamówiłam bilet na jutrzejszy pociąg do Londynu i zasnęłam z laptopem w rękach.
*następny dzień*
Obudziłam się wcześnie rano. O wpół do ósmej byłam już wykąpana, pomalowana i całkiem spakowana. Sprawdzając jeszcze czy wyjazd jest na pewno o 9.30 zeszłam do kuchni na gotowe śniadanie. Zawsze o ósmej jest już wszystko gotowe. Ciekawe jak ona to robi. Usiadła przy stole i nadszedł ten moment, którego najbardziej się bałam. Moment, w którym muszę jej wyznać całą prawdę. To co sądzę o jej związku z Patrickiem, o tym, że wyjeżdżam, o tym, że jestem już pełnoletnia.
- To mów - odpowiedziała oschle.
- Wyprowadzam się.
- Hahaha. To mnie rozbawiłaś. Nawet nie masz osiemnastki. Nie masz pieniędzy. Ciekawe gdzie byś pojechała. Hahaha. - czy ją na prawdę to bawi?
- Mam pełnoletność - pokazałam jej dowód - wyjeżdżam za półtorej godziny oraz mieszkanie na mnie czeka. Pieniędzy wystarczy mi na dwa lata. Z resztą zaraz po przyjeździe do nowego miejsca mam zamiar podjąć pracę. Jestem odpowiedzialna! - wybuchnęłam, a ją zatkało. Popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- W takim razie, zostaje mi tylko zgodzić się. Odwieźć cię na dworzec? - kompletnie nie spodziewałam się takiej reakcji. Z tym, że kłócimy się ciągle od dłuższego czasu, a ona nigdy we mnie nie wierzyła.
- Jeśli chcesz. Ale zanim dojedziemy, to trochę potrwa. Musiałybyśmy już wyjeżdżać. - po tych słowach pobiegłam do góry po walizki i bagaż podręczny.
- Dzień dobry. Nie rozumiem cię. Zwykły, normalny dzień, a od ciebie promieniuje szczęście. Przez sześć lat nie widziałam cię takiej wesołej. Nieważne.Po tych słowach miałam mętlik w głowie. Urodziła mnie osiemnaście lat temu, siedemnaście razy był ten sam dzień, a od pięciu lat (wtedy poznała Patricka) wyglądał tak samo - nikt o tym nie pamiętał. Jedyne co udało mi się odpowiedzieć:- Dokładnie, nieważne. Po prostu słuchałam fajnej piosenki rano. - powiedziałam ze łzami w oczach, jak i wymuszonym uśmiechem i pełną buzią. Dopiłam sok pomarańczowy, posprzątałam po sobie i podziękowałam mamie.Będąc u siebie w pokoju, już po ogarnięciu łóżka, usiadłam na nim z laptopem. Sprawdziłam twitter'a i facebook'a na których znalazłam jedno zagubione "Happy BirthDay". Uśmiechnęłam się pod nosem myśląc, że za niedługo wszystko się zmieni.Jest sierpień, ładna pogoda, ale chłodno, tak więc nie przebierając się złapałam torbę i wyszłam z domu. Poszłam w kierunku urzędu, odebrać dowód osobisty. Bez niego nie będę mogła wyjechać. Pani w urzędzie uśmiechnęła się na mój widok, a po pół godziny mogłam wyjść z cieplutkim dokumentem, na który czekałam tyle czasu. Przeszłam się po okolicy, kupiłam dwie paczki żelków i postanowiłam, że wstąpię do parku. Rozmyślając o swojej przyszłości minęło mi kilka godzin. Nowe mieszkanie, pierwsza praca, nowe znajomości, dalsza nauka, imprezy, zakupy. Będzie tak jak sobie wyśniłam!Po powrocie szukałam mieszkania w Londynie, bo właśnie tam chciałabym się przeprowadzić. I jest. Tanie, nieduże, modnie umeblowane, z kuchnią, łazienką, salonem i sypialnią. Do tego dochodzi też mały balkon i dobra lokalizacja. Idealne dla mnie! Uzgodniłam z właścicielem, że będę mogła je wynajmować jak długo zechcę. Okazuje się, że sąsiedzi także nie są starszymi ludźmi, czyli wszystko fajnie. Jak na razie idzie po mojej myśli. Widząc, że mam już mieszkanie, wyjęłam walizki, które od dłuższego czasu chowam pod łóżkiem i starannie przekładałam, każdy przedmiot. Zostawiłam jedynie zestaw na kolejny dzień, zamówiłam bilet na jutrzejszy pociąg do Londynu i zasnęłam z laptopem w rękach.
*następny dzień*
Obudziłam się wcześnie rano. O wpół do ósmej byłam już wykąpana, pomalowana i całkiem spakowana. Sprawdzając jeszcze czy wyjazd jest na pewno o 9.30 zeszłam do kuchni na gotowe śniadanie. Zawsze o ósmej jest już wszystko gotowe. Ciekawe jak ona to robi. Usiadła przy stole i nadszedł ten moment, którego najbardziej się bałam. Moment, w którym muszę jej wyznać całą prawdę. To co sądzę o jej związku z Patrickiem, o tym, że wyjeżdżam, o tym, że jestem już pełnoletnia.
- To mów - odpowiedziała oschle.
- Wyprowadzam się.
- Hahaha. To mnie rozbawiłaś. Nawet nie masz osiemnastki. Nie masz pieniędzy. Ciekawe gdzie byś pojechała. Hahaha. - czy ją na prawdę to bawi?
- Mam pełnoletność - pokazałam jej dowód - wyjeżdżam za półtorej godziny oraz mieszkanie na mnie czeka. Pieniędzy wystarczy mi na dwa lata. Z resztą zaraz po przyjeździe do nowego miejsca mam zamiar podjąć pracę. Jestem odpowiedzialna! - wybuchnęłam, a ją zatkało. Popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- W takim razie, zostaje mi tylko zgodzić się. Odwieźć cię na dworzec? - kompletnie nie spodziewałam się takiej reakcji. Z tym, że kłócimy się ciągle od dłuższego czasu, a ona nigdy we mnie nie wierzyła.
- Jeśli chcesz. Ale zanim dojedziemy, to trochę potrwa. Musiałybyśmy już wyjeżdżać. - po tych słowach pobiegłam do góry po walizki i bagaż podręczny.
- Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęłam niepewnie.
Co do pieniędzy. Nigdy mi ich nie brakowało. Patrick ma kasy jak lodu, a ja jestem "ich jedynym dzieckiem", więc pomimo ciągłych kłótni co miesiąc wpłacał mi na konto dwa tysiące. Dlatego udało mi się nazbierać tyle oszczędności. Nie chcę się chwalić, ale inni, powiedzieliby, że mam wszystko co do szczęścia potrzebne - nowego iPoda, iPhone'a i iPad'a. Najlepszy laptop i inne gadżety. Ale to tylko, dlatego, że Pan P. jest jednym z prezesów firmy Apple. Tak czy siak - nie lubię go. Wręcz... nienawidzę.
Siedząc z mamą w samochodzie, nie odezwałyśmy się do siebie, ani słowem. Odwiozła mnie, wyjęłam walizki, popatrzyła na mnie tym dziwnym wzrokiem (widziałam w jej oczach... ulgę, złość, odrzucenie oraz to o czym byście nie pomyśleli. szczęście) i odjechała. Nie odezwała się ani słowem. Ale, nie zdziwiło mnie to. Była taka odkąd poznała "swoją wielką miłość".
Poszłam z wydrukowanym biletem w stronę pociągu. Oddałam bagaż i weszłam. Po dziesięciu minutach usnęłam.
*.*.*.*.*.*.*.*
oto pierwszy. jestem z niego jako tako zadowolona. nie wiem jak wy. w następnym powinno się trochę rozkręcić, bo nudno. początki są trudne. dla mnie do pisania, bo wątki z matką są dziwne. a dla was chyba mało zrozumiałe. w sumie... swoje opinie wyraźcie w komentarzach! xox. <3
Pisaj dalej bo kocham too.<3
OdpowiedzUsuńDodasz kolejne rozdziały?
OdpowiedzUsuńdziś dodałam jeden . :)
Usuń